Są takie przestrzenie, których siły nie mierzy się grubością fundamentów, lecz potęgą ludzkich serc i marzeń. Od lat na mapie Connecticut taką wyjątkową przystanią jest Teatr Wyobraźni Novum. To teatr wspaniały, niełomny, a przede wszystkim - prawdziwie polski. Pod artystycznym przewodnictwem Doroty Kościuk-Borkowskiej zespół ten raczy nas spektaklami, które raz skłaniają do głębokiej zadumy, a innym razem rozjaśniają twarze uśmiechem - zawsze jednak niosąc w sobie cząstkę ojczystej duszy.
Od "Piwnicy" po gościnne progi "Bałtyku"
Historia tego teatru to opowieść o artystycznej tułaczce w poszukiwaniu własnego kąta. Wielu z nas z sentymentem wspomina czasy, gdy siedzibą naszej trupy aktorskiej był Polski Dom Narodowy w Hartford. To tam, w legendarnej "Piwnicy pod Narodowym", rodziła się magia nawiązująca do krakowskiej Piwnicy pod Baranami.
Gdy Dom Narodowy został sprzedany, teatr stał się "bezdomny", ale nie stracił swojej mocy. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęli właściciele polskiej restauracji Bałtyk w miasteczku Berlin - Zofia i Antoni Karwowscy, otwierając przed artystami progi swojego biznesu. To były lata pełne ciepła, wspólnych wzruszeń i budowania tradycji, choćby takich jak słynna "Staropolska Wigilia w Szlacheckim Dworku".
Niestety, los bywa przewrotny. Choroba pana Antoniego, który był filarem rodziny i budowniczym tego miejsca, przyniosła smutek i rodzinną decyzję o konieczności sprzedaży restauracji. A to, co miało być pożegnalnym, polskim akordem w tym miejscu, zamieniło się w scenariusz, którego nikt by nie wymyślił
Chwila, w której runął spokój
Siódmy dzień grudnia zapowiadał się jako wieczór niezwykły, nasycony wspomnieniami i wdzięcznością. Chociaż tuż przed śmiercią pana Antoniego restauracja przeszła już w ręce nowego właściciela, pani Zofia zapragnęła pożegnać się z Polonią w miejscu, które przez lata współtworzyła. Postanowiła więc, że wynajmie ten lokal i ugości chętnych Polaków potrawami z kuchni, którą znaja najlepiej. Artystycznym dopełnieniem tej ostatniej, pożegnalnej "Staropolskiej Wigilii w Szlacheckim Dworku" miał być przygotowany przez Teatr Wyobraźni Novum spektakl o niezwykle wymownym tytule: "Boskie Drogowskazy".
Sala lśniła, śpiewniki i opłatki czekały na stołach, a na scenie trwała próba dźwięku. I nagle potężny wybuch! - wspomina dyrektor Dorota Kościuk-Borkowska. - Huk i trzask walącego się szkła i drewna... Potężny samochód wdarł się brutalnie do wnętrza, taranując wejściowe drzwi i schody. W oparach dymu i kurzu, w przerażającej ciszy, która nastąpiła chwilę później, Dorota gorączkowo sprawdzała, czy wszyscy są bezpieczni. Cud sprawił, że nikomu nic się nie stało, choć śmierć zajrzała w oczy obecnej tam grupie ludzi.
Tej nocy Wigilia się nie odbyła. Sceneria, w której główne miejsce zajmowały symboliczne drzwi mające oznaczać "następne otwarcie", stała się gruzowiskiem. W głowach brzmiały słowa "Kolędy dla nieobecnych": Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat. Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole.
Nie ma miejsca w gospodzie, jest miejsce w sercach
Dla wielu taki cios byłby końcem. Malkontenci szeptali, że może nie warto, że to znak. Ale NASZ teatr nie traci nadziei. Przecież, jak mówią słowa innej polskiej kolędy: Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem w żadnej gospodzie, i narodziłeś się, Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie.
Niespełna kilka dni po tym tragicznym wydarzeniu, gdy kurz po wypadku jeszcze nie opadał, z pomocą pospieszył klub Sokolnia w New Britain. Rozłożył on nad NASZYM zespołem teatralnym swoje opiekuńcze skrzydła, stając się bezpieczną przystanią, w której mogła się zadomowić - na chwilę lub na dłużej...- magia teatralnego słowa.
I to właśnie tam, w sobotę 10 stycznia, Teatr Wyobraźni Novum udowodnił, że pasja jest silniejsza niż przeciwności losu, a premierowy spektakl stał się prawdziwym triumfem ducha nad materią.
Dorota Kościuk-Borkowska i jej aktorzy przypomnieli nam wszystkim, że polska kultura na emigracji nie potrzebuje pałaców, by lśnić. Potrzebuje pasji, wspólnoty i wiary, że każdy trud ma swój głębszy sens. Teatr Novum znów jest w drodze, a my - wdzięczni widzowie - czekamy na ich kolejny przystanek, wiedząc, że gdziekolwiek się zatrzymają, tam zamieszka prawdziwa Polska.